MÓZG I SERCE – książka o tym dlaczego potrzebujemy empatii

To dla mnie ogromnie poruszające, kiedy przedstawiciel „szkiełka i oka”, surowego naukowego świata pisze o wartości empatii i wrażliwości… nad którymi przecież w pierwszej kolejności staram się pracować z uczniami na wszystkich moich zajęciach. Razem z autorem przypominałam sobie o tym dlaczego sama praca nad mózgiem i trenowanie koncentracji nie wystarczą, żeby prowadzić szczęśliwe i spełnione życie. Z każdym rozdziałem na nowo odżywała pewność, że magiczny składnik wartościowego życia w poczuciu spełnienia to jakości serca. Ta książka dodała mi skrzydeł i utwierdziła w przekonaniu, że kierunek który obrałam w mojej pracy nauczycielskiej: przede wszystkim otwieranie serca, a nie mechanicznego rozciągania ciała, jest słuszny. Jednak nie jest to lektura idealna…

Na tę książkę natknęłam się na jednym z Campów – leżała na półce w jadalni. Przyciągnął mnie tytuł: Mózg i serce magiczny duet, ale sięgnęłam po nią z pewnym sceptycyzmem, bo stała akurat obok książki Paulo Coelho i pomyślałam że to kolejne new-age’owe czytadło (dla jasności: w takich czytadłach nie ma zazwyczaj niczego złego, bo krzewią one po prostu idee dobra, piękna, harmonii i dbania o siebie. Mój problem jest taki, że bazują one zwykle na… niczym, za wyjątkiem osobistych przekonań autora. A część z nich opiera się na koncepcjach luźno zaczerpniętych z filozofii, religii lub fizjologii wschodu, oderwanych od pierwotnego źródła, pozbawionych kontekstu i zmieszanych w papkę – właściwie na tym polega cały new-age i bywa to niebezpieczne.)

Już na okładce przeczytałam, że autorem jest znany neurochirurg z uniwersytetu Stanforda (yay! Pierwsze miłe zaskoczenie: autorytet naukowy) i że książka oparta jest na jego życiowych doświadczeniach i że w bardzo przystępny sposób wyjaśnia zjawisko neuroplastyczności mózgu (yay! Drugie pozytywne zaskoczenie: będzie o neuro prostym językiem, na przykładach). Ponadto została napisana całkiem niedawno, bo w 2016 (yay! Trzecie pozytywne zaskoczenie: badania na których opiera się autor powinny być całkiem świeże…), a na pierwszych 4 stronach roi się od rekomendacji od znanych autorytetów duchowych i psychologicznych (Dalajlama, Thich Nhat Hanh, Goleman, Zimbardo… kolejne yay!).

Nie pamiętam czy kiedykolwiek wcześniej zdarzyło mi się wzruszyć po zaledwie kilku stronach pierwszego rozdziału. Lektura, w której autor opowiada swoje życie, od okresu dzieciństwa, gdy wychowywał się w niewyedukowanej rodzinie z problemem alkoholowym ojca i depresją matki, przez okres błyskotliwej kariery w dolinie krzemowej i wieludziesięciu milionów dolarów na koncie, aż po czasy w których prowadzi badania nad empatią, kompletnie rozłożyła mnie na łopatki (prawdopodobnie dlatego, ze wiedziałam, że to jest historia o żywym człowieku, a nie ckliwa opowiastka z morałem).

James R. Doty opowiada o przełomie, którym było dla niego trafienie w dzieciństwie do sklepu z artykułami dla iluzjonistów, gdzie poznał starszą kobietę imieniem Ruth, która nauczyła go “prawdziwej magii” czyli czterech praktyk, które odmieniły życie małego chłopca. Były to:

1. Ćwiczenie się w pogłębianiu świadomości Ciała i uspokajanie ciała i oddechu – relaksacja

2. Uspokajanie umysłu – praktyka koncentracji (np. na oddechu, mantrze lub obiekcie)

3. Otwieranie serca – forma medytacji miłującej dobroci

4. Wizualizacja Celu (nazwana w książce “Precyzowaniem Zamierzeń”)

Lektura ta byłaby idealna i nie wiem czy zdecydowałabym się o niej robić osobny wpis na blogu (po prostu poleciłabym ją Wam w jakimś TOP5), ale czwarty punkt z powyższej listy praktyk wzbudził moje ogromne wątpliwości, ponieważ przeczy on niemal wszystkiemu, co wiemy o motywacji.

Problem, jaki mam z autorem to jego żelazna, niezmącona wola w codziennej praktyce i koncentracja na osiągnięciu celu. Wiem, że istnieje kilku takich ludzi na świecie, jednak większość z nas tak nie ma i w związku z tym reguły zawartej w czwartym punkcie nie da się z powodzeniem zastosować do nas wszystkich.

Więcej o tym dlaczego wizualizowanie gotowego, osiągniętego już celu nie działa znajdziesz w moim artykule o mapie marzeń, a metodę jak przekształcić praktykę z czwartego punktu, żeby była skuteczna znajdziesz w tym wpisie o metodzie WOOP.

Podsumowując: to książka na max dwa popołudnia i myślę, że warto ją przeczytać, żeby przypomnieć sobie o tym jak potężnymi narzędziami dysponujemy na co dzień. Każdy z nas ma ciało, oddech oraz procesy poznawcze (zwłaszcza wyobraźnię i uwagę), które może puścić samopas, lub zaprząc je do budowania lepszego życia (biorąc jednak poprawkę na to, że samo wizualizowanie celu nie jest najskuteczniejszą metodą osiągania go…). A w samym centrum naszego życia bije serce – pełne wrażliwości, empatii i wartości, którym – jeśli zechcemy, to możemy służyć. Mózg i serce to naprawdę magiczny duet.

Newsletter

Dołącz do rodziny ninja-yogis