moje sposoby na CZYSTE POWIETRZE W DOMU

Życie w mieście to nie zawsze bajka. Szybkie tempo, stres, a do tego wysoki poziom decybeli i zanieczyszczone powietrze – to nie wspiera naszego dobrostanu. Na szczęście możemy wziąć sprawy we własne ręce i przynajmniej w swoim mieszkaniu spróbować stworzyć małą oazę, w której będziemy mogli zregenerować się i dać odpocząć naszemu ciału i układowi nerwowemu. Ten wpis dedykowany jest naszej fundamentalnej potrzebie oddychania czystym powietrzem, wolnym od smogu, kurzu i zarazków.

Każdego dnia wykonujemy około 20 tysięcy wdechów i tyle samo wydechów. Oddech to podstawowy sposób odżywiania i oczyszczania każdej naszej komórki – decyduje o naszym samopoczuciu, o szybkości regeneracji tkanek, a nawet o jakości pracy umysłowej.  Dla naszego dobrostanu istotna jest jakość samego oddechu (czyli to, aby oddychać pełną piersią i doprowadzać wdech do dolnych, lepiej ukrwionych części płuc), a przede wszystkim jakość powietrza, którym oddychamy.

 Kiedy tylko mogę uciekam do przyrody: chodzę po lesie, wspinam się po górach, siedzę na plaży i dosłownie łapię w płuca hausty świeżego powietrza. Wtedy czuję, że żyję, mam lekką głowę i jasne „dotlenione” myśli. Oddychanie czystym powietrzem od święta nie może być jednak rozwiązaniem for life – jako nauczycielka jogi wiem jaka ogromna jest moc pełnego oddechu i to oczywiste, że moje ciało zasługuje na czyste powietrze gdziekolwiek jest. 

Z tego też powodu systematycznie wprowadzam w swoim mieszkaniu (estetyczne! :)) rozwiązania zwiększające komfort oddychania.

1. Zieloni pomocnicy, czyli roślinki oczyszczające powietrze.

Od nagrania TED, na którym naukowiec NASA Kamal Meattle opowiada o oczyszczających właściwościach niektórych roślin, w moim domu zagościły sanseveria, areca, paprotka, epipremnum złociste i zielistka Sternberga. Roślinki te oczyszczają powietrze głównie z formaldehydu i tlenku węgla.

2. Bohater pierwszego planu: Oczyszczacz!

W centrum wielkiego miasta same roślinki nie zrobią roboty – przez cały rok (dosłownie!) wisi nad nami widmo smogu i infekcji. Od ponad roku nosiłam się z zamiarem sprawienia sobie oczyszczacza powietrza. Zajęło mi to trochę czasu, ponieważ:

-Jako antytalent elektroniczny potrzebowałam oczyszczacza, który byłby superprosty w obsłudze i użytkowaniu.

-Jako estetka potrzebowałam z kolei urządzenia, które byłoby po prostu… ładne.

W tym roku na polskim rynku pojawiła się szwedzka marka oczyszczaczy powietrza Blueair, a wraz z nią seria Blue Pure, która totalnie łączy w sobie te dwie pożądane przeze mnie cechy.  

Do swojego mieszkania o powierzchni około 50m2, wybrałam model Blueair Blue Pure 221 zalecany do pomieszczeń o takim metrażu. To urządzenie oczyszcza powietrze w moim mieszkaniu aż pięć razy w ciągu godziny (protip dla oszczędnych: pani w sklepie powiedziała, że mogłabym kupić też trochę mniejszy i tańszy model, który po prostu mogę przenosić do pomieszczenia, w którym akurat siedzę, ale muszę pamiętać, że wtedy pozostałe pokoje stopniowo się zanieczyszczają).

Technologia:

Blue Pure 221 ma tylko JEDEN przycisk, którym można wybrać jedną z trzech prędkości działania oczyszczacza (im większa tym intensywniej i szybciej oczyszcza).  Urządzenie składa się z 3 mega prostych części (na pewno profesjonalista wymieniłby ich więcej, ale ja rejestruję 3):

1.Podstawa, do której włożony jest właściwy filtr HEPASilent™ zbudowany z ułożonych warstwowo włókien (usuwa bakterie, kurz, pyłki, sierść, naskórek i inne świństwa) połączony z filtrem węglowym (pochłania zapachy, dym, gazy lotne)

2.Osłonka materiałowa, w którą „ubrana” jest podstawa (czyli tak naprawdę dodatkowy filtr wstępny) – o niej napiszę więcej poniżej.

3.Odpinana jednym kliknięciem góra oczyszczacza, w której znajduje się wiatrak

Wygląd:

czyli to, co najbardziej mnie jara – bryła, detale wykończenia i… kolory >> 

W moim odczuciu ten oczyszczacz jest po prostu piękny. Ma opływowe kształty i estetyczną pokrywę – mogę ustawić go w każdym miejscu w pokoju i totalnie cieszy oko (pozwala na to wystarczająco długi kabel).  Modele z rodziny Blue Pure posiadają wlot powietrza 360 stopni, co znaczy, że można je ustawić w dowolnym miejscu w domu, bez obaw o wydajność oczyszczania. Najlepiej działają postawione w pewnej odległości od ściany. Ja swój stawiam w salonie, obok maty do jogi.

Najfajniejszym gadżetem jest zdecydowanie filtr wstępny, czyli materiałowa osłonka na podstawę urządzenia, dostępna w 5 kolorach (niebieski, szary, ciemnoszary, różowy i żółty). Jego zadaniem jest filtrowanie największych zasysanych przez filtr paprochów (i radzi sobie z tym bardzo dobrze – z radością odkurzam go co 2-3 dni, ciesząc się, że cały ten kurz nie wylądował w moich oskrzelach…). W dotyku filtr wstępny jest trochę jak pończocha i można prać go w pralce w niskich temperaturach. 

Po 3 tygodniach intensywnego użytkowania Blueair Blue Pure 221 moje doświadczenia i spostrzeżenia prezentują się następująco:

Plusy:

wygląd i kolory – skandynawski design totalnie daje radę!

ekstremalna prostota obsługi i wymiany filtrów

wlot powietrza 360 stopni 

bardzo małe zużycie energii (w 24h zużywa jej tyle, co żarówka, czyli w zależności od prędkości na jaką go ustawię 30-60W)

brak stale świecących się i migających elementów – można go postawić w sypialni

filtr główny starcza na ok. 6 miesięcy ciągłego (!) użytkowania

szmaciany filtr wstępny można prać w pralce i wymieniać na różne kolory

całe urządzenie jest bardzo lekkie (ok. 7 kg)

całe urządzenie nadaje się do recyklingu, więc nawet jeśli w dalekiej przyszłości Bluair Blue Pure 221 przestanie mi służyć mogę być pewna, że nie zatruje naszej planety

Odkrycia: 

nie wzięłam pod uwagę, że oczyszczacz powietrza robi wiatr! W pierwszych dniach byłam zaskoczona, że tak naprawdę sprawiłam sobie zaawansowany wiatrak, ale na szczęście świeże powietrze wydmuchiwane jest do góry, a nie na boki. Moje suszące się pranie jest zachwycone 

Biały szum – oczyszczacze powietrza wydają dźwięk! 🙂 Podobno Blueair Blue Pure to jeden z najcichszych oczyszczaczy dostępnych na rynku – jego szum jest porównywalny do odgłosu wiatraka mojego komputera. Ja lubię biały szum, bo mnie uspokaja, ale jeśli ktoś lubi funkcjonować lub spać w idealnej ciszy, powinien wziąć pod uwagę to, że urządzenie nie jest jednak całkowicie bezszelestne.

_______

Powyższy wpis jest sponsorowany, ale nie wpływa to na moją pozytywną opinię o oczyszczaczu. Piszę tylko o tym, do czego jestem przekonana, a Blueair Blue Pure polecam Wam z czystym sercem!

via GIPHY

 

Newsletter

Dołącz do rodziny ninja-yogis