Ninja-Yogis #unstress Camp 2017

To był wspaniały weekend! Joga, wyciszenie, medytacja, czas na oddychanie i chodzenie w dresie, Przyroda, długie spanie i błogie sesje z osteopatą. Do tego przyjemnie mobilizująca całe ciało praktyka asan, wykłady o stresie, oraz praktyczne zajęcia z relaksacji. Totalne odpuszczenie, zwolnienie tempa, skupienie na swoich potrzebach i regeneracja – tak można podsumować nasz wspólny czas. Obejrzyj zdjęcia z wyjazdu i przeczytaj relację Marty, jednej z uczestniczek.

To był mój trzeci wyjazd z Basią, więc spodziewałam się, że (jak zawsze) będzie świetne towarzystwo, dużo dobrej energii, przestrzeń na wszystkie emocje i potrzeby oraz pyszne jedzenie. Ale i tak Basi udało się mnie zaskoczyć. Nie spodziewałam się, że z krótkiego – bo „zaledwie” weekendowego wyjazdu – wrócę wypoczęta, jak po tygodniu wakacji!

Zacznę od miejsca – Stodoła Wszystkich Świętych, zwana Oczyszczalnią, okazała się bardzo klimatycznym, pięknie i pomysłowo urządzonym miejscem. Niedaleko Warszawy, ale w zacisznym miejscu, otoczona przyrodą. Było urokliwie nawet w najmroczniejszym i najmniej zielonym miesiącu jakim jest początek grudnia (chociaż akurat śnieg zapewnił nam pierwszego dnia trochę bajecznej bieli).

Pokoje były wygodne i pomysłowo urządzone (każdy inny, na ścianach fototapety dzieł sztuki, a nazwy pokoi nawiązywały do 7 cnót i 7 grzechów; ja wybrałam pop-artową „Pychę”). Jogę ćwiczyliśmy w przestrzennej sali z dużymi oknami na przyrodę, pełnej roślin zawieszonych pod sufitem i z klimatycznym kominkiem. Pomiędzy zajęciami można było patrzeć na płonące drewienka lub wygrzewać się z książką (i mruczącym kotem u boku, który często do nas zaglądał, żeby dać się wygłaskać). Last, but not least – jedzenie: aż brak mi słów, żeby opisać, jak doskonałe rzeczy przyrządzał nam szef kuchni! Było wegetariańsko, super smacznie, zdrowo, pomysłowo, na słono i na słodko… Ciężko było nie ulec czasem grzechowi nieumiarkowania! 😉Na jodze Basia zaproponowała nam fantastyczną praktykę nastawioną na rozciąganie, wzmacnianie i rozluźnianie. Rano budziliśmy się delikatnie, a przed obiadem pracowaliśmy nieco intensywniej (chociaż cały czas z szacunkiem i łagodnością dla siebie), żeby zakończyć sesję wspaniałą dawką relaksu, medytacji i praktyki oddechowej. To wszystko sprawiło, że z każdą godziną czułam, jak moje ciało opuszczają kolejne napięcia, a zastygnięty w mięśniach i ścięgnach stres znika, zostawiając przestrzeń na głębszy oddech, luz i uśmiech.Na #unstressed campie był też Marcin Bebelski, wspaniały osteopata, do którego mogliśmy się udać na zabieg lub masaż. Marcin wygłosił w sobotę bardzo ciekawy wykład na temat stresu i jego skutków dla naszego ciała, zakończony warsztatem relaksacji. Był czas i miejsce na zadanie wszelkich interesujących nas pytań, rozwianie wątpliwości oraz podziw i zachwyt nad tym, jak złożone, mądre i niesamowite jest nasze ciało! Fajnie było uzmysłowić sobie, jak na różne sposoby można z nim pracować, żeby lepiej się czuć, żyć zdrowiej i równoważyć negatywne skutki stresu, pośpiechu oraz życia w dużym mieście.Wieczory upływały nam na rozmowach, śmiechu i wymianie doświadczeń, co było niesamowicie inspirujące. Natomiast jeżeli ktoś miał ochotę na samotność, ciszę czy drzemkę – również miał na to przestrzeń. To jest to, co uwielbiam na wyjazdach z Basią: znikają „muszę”, „powinnaś”, „wypada”, każdy jest sobą – bez makijażu, w wygodnym dresie, ze swoimi emocjami, refleksjami i potrzebami.Po #unstressed campie wróciłam wypoczęta i pełna spokojnej radości. Ten wyjazd przypomniał mi, jak ważna jest łagodność dla siebie samej, świadomość moich możliwości i ograniczeń oraz ich akceptacja. Bo wtedy zmiana i rozwój przebiegają naturalnie, łagodnie i miękko. Tak jak asany na zajęciach Basi.

__________

Ps. Relację z #Unstress Campu napisała też (i nagrała!) Justyna z flowmummy.pl. Możesz zobaczyć i obejrzeć ją tutaj